Szczecin gra w padla

Jeszcze niedawno oszklone korty do padla były dla nas tylko egzotycznym widokiem znanym głównie z Hiszpanii.. Sport ten obecnie w błyskawicznym tempie zdobywa popularność. Szczecin również stał się ważnym punktem na sportowej mapie tej dyscypliny, zarówno w wydaniu profesjonalistów, jak i amatorów.

Jeśli w świecie, w którym wszelkie innowacje toną w morzu innych, coś zdobywa popularność w tak spektakularny sposób – musi się za tym kryć jakaś tajemna moc. To ona sprawia, że tak wiele osób decyduje się zacząć, a potem decyduje się na regularne granie. Na czym to wszystko polega? Odwiedziliśmy Fabrykę Energii, gdzie spotkaliśmy na korcie nie tylko cenionych w Polsce trenerów i zawodników, ale również wiele gwiazd innych dyscyplin.

To nie tenis ani squash

Choć sam kort może kojarzyć się bardziej z grą w squasha, szczególnie za sprawą otaczających go szyb, to jednak gra techniką bardziej zbliżona jest do tenisa. W dodatku, zupełnie jak w tamtej jakże klasycznej dyscyplinie sportu, przeciwnicy stoją po obu stronach siatki przebijając piłkę na połowę przeciwnika. Ta może odbić się od kortu raz, zanim zostanie przebita na pole rywali, ale kiedy odbije się drugi raz – tym razem od tylnej albo bocznej szyby lub siatki – gra jest kontynuowana. Co więcej, próbując przebić piłkę na połowę przeciwników można także najpierw odbić ją od którejś z szyb licząc, że na kort spadnie dopiero za siatką. Stratę punktów oznacza za to sytuacja, kiedy nie zdołamy tak uderzyć piłki, aby najpierw dotknęła podłoża, zanim odbije się od jakiegokolwiek innego elementu. No, chyba że rywal źle oszacuje jej lot i zdecyduje się na uderzenie z powietrza – wtedy gra toczy się dalej. Właśnie woleje, smecze i inne uderzenia atakujące piłki na pewnej wysokości – są ozdobą i charakterystycznym elementem gry w padla.

– Ta gra poza wymiarem fizycznym niesie za sobą także konieczność taktycznego rozgrywania akcji – mówi Ireneusz Maciocha, właściciel szczecińskiej Fabryki Energii by Cupra Studio Szczecin. – Zanim zdobędzie się punkt, wymiana trwa często bardzo długo, obie strony starają się bowiem doprowadzić do sytuacji, w której będą mogły wykonać tzw. winnera, czyli kończące uderzenie. W dodatku jest to gra dla każdego, niezależnie od wieku czy dotychczasowych doświadczeń sportowych. Jeśli ktokolwiek w dowolnym momencie życia chce je dopiero nabyć – padel jest właśnie dla niego.

 

Historia dopiero się pisze

Padel narodził się w dość specyficznych okolicznościach. Uznaje się, że wynalazł go w latach sześćdziesiątych meksykański przedsiębiorca Enrique Corcuera. Dysponując przydomowym terenem zbyt małym na budowę kortu tenisowego w pełnych jego wymiarach, stworzył jego mniejszą wersję, otaczając ją ścianami z myślą, aby połączyć tenisa ze squashem – ale wynikało to z obawy przed piłkami wpadającymi co rusz do ogrodów sąsiadów. Wkrótce znajomy przedsiębiorcy – książę Alfonso z Hiszpanii także zaangażował się w tę nowatorską dyscyplinę, którą dalej rozwijał już w Marbelli, udoskonalając przepisy gry. Zainteresowanie padlem rosło w błyskawicznym tempie właśnie w Hiszpanii, a do grona grających dołączyli m.in. król Hiszpanii, Julio Iglesias czy Manolo Santana, który ma na koncie wygraną w tenisowym Wimbledonie. Z czasem budowali nowe obiekty, a potem ewolucji poddana została także sama rakieta. Pierwsze mecze rozgrywane były w całości drewnianymi, potem już wykonywano rakiety z aluminium, gumy i żywicy, następnie z włókna szklanego i węglowego. Obecnie na rynku dostępna jest cała gama różnorodnych rakiet zarówno pod względem materiałów, kształtów, jak i wielkości. Ich charakterystycznym elementem są otwory - w różnej ilości – wykonane na powierzchni. Dużą rewolucją było zastąpienie murowanych ścian okalających kort, szklanymi odpowiednikami (w 1989 roku) – co pozwoliło na obserwację gry przez kibiców. Piłki, choć na pierwszy rzut oka wyglądają identycznie jak tenisowe, to są od nich nieco lżejsze, mniejsze i wewnątrz posiadają mniejsze ciśnienie.

– Kiedy firma Babolat, której sprzętu jesteśmy dystrybutorem, zaczęła sprzedawać w niektórych krajach więcej rakiet do padla niż do tenisa, wszyscy zrozumieli, jak wielką siłę ma ten sport – mówi Ireneusz Maciocha. – Stąd też pomysł, aby otworzyć trzy lata temu korty w naszym mieście – a byliśmy wówczas dopiero drudzy z halą padlową w Polsce!

Co warte zauważenia, dopiero w 1991 roku powstała Międzynarodowa Federacja Padla, która zrzeszała tylko Hiszpanię, Argentynę i Urugwaj. Dziś ta dyscyplina dotyczy już niemal całego świata, a liczbę zawodników szacuje się na około trzydzieści milionów w skali globu (amatorów i profesjonalistów). Polska Federacja Padla powstała w roku 2017, a dziś w kraju jest już kilkadziesiąt ośrodków dysponujących kortami do gry. Liczba zarówno grających, jak i miejsc do gry rośnie z każdym rokiem w coraz szybszym tempie.

– Nasz ośrodek posiadał już wcześniej korty do tenisa, badmintona, ping-ponga. Nie mogliśmy jednak nie ulec ogólnoświatowemu fenomenowi padla – mówi Barbara Maciocha, utytułowana zawodniczka, w Fabryce Energii pełniąca rolę menedżerki i trenerki. – Co więcej, popularność tego sportu rośnie w takim tempie, że z czasem jesteśmy zmuszeni zwiększać liczbę kortów! Widzę to także na zajęciach treningowych, które prowadzę– mamy tutaj padlistów w każdym możliwym przedziale wiekowym, od kilkulatków poczynając. A uczymy także dorosłych, którzy dotąd nie mieli ze sportami rakietowymi kompletnie nic do czynienia. Często dopiero na miejscu dobieramy im odpowiedni strój czy sprzęt, który można także wypożyczać.

Trofeum dla każdego

Tak ogromna popularność gry w padla spotkała się z odzewem ze strony organizacyjnej. Dziś rozgrywa się nie tylko mistrzostwa świata czy danego kraju (w tym Polski). Przez cały rok kalendarzowy nie ma tygodnia, żeby gdzieś nie odbywał się jakiś turniej.

– Podobnie w Szczecinie, mamy całe cykle turniejów jedniodniowych (najkrótszy trwa dwie godziny) dla padlistów o różnym poziomie zaawansowania – od Ligi Cupra Beginner po Ligę Cupra Mexicano podzieloną jeszcze na dwie grupy, gdzie ta najlepsza gra już na bardzo dobrym poziomie. – mówi Barbara Maciocha. – Organizujemy także ligę Padel Double oraz Junior Padel League dla najmłodszych. Planujemy także otwarcie nowych kortów na wolnym powietrzu, a wtedy liczba letnich turniejów także się powiększy!

Co ciekawe, na największych turniejach międzynarodowych rangi mistrzowskiej, punkty, gemy i sety liczy się zupełnie tak samo, jak to jest w tenisie. Ale bardzo popularne jest także rozgrywanie meczów w formule Mexicano lub Americano. Podobnie dzieje się to w Fabryce Energii. Wspomniane ligi Cupra Beginner i Cupra Mexicano są przeznaczone dla zawodników zgłaszających się pojedynczo, którym specjalna aplikacja losuje partnerów, zmieniając ich kilkukrotnie na przestrzeni całego turnieju. Punkty liczy się pojedynczo za każdą akcję, a ich suma w rozgrywce wynosi dwadzieścia jeden. Najbardziej zacięty mecz skończy się więc tutaj rezultatem 11:10. Padel Double to z kolei rozgrywki dla zgłaszających się stałych par zawodników. Cały cykl trwa dwa do czterech miesięcy, podczas których należy rozegrać spotkania ze wszystkimi innymi parami w swojej grupie. Można także awansować do lepszej i spaść do teoretycznie słabszej stawki graczy. Turnieje w formule Americano są przeznaczone natomiast dla padlistów zgłaszających się pojedynczo, a uczestnik gra z każdym innym w parze i naprzeciw – punkty zdobywając indywidualnie.

– Bywają także turnieje dość spontaniczne, jak na przykład mój urodzinowy – mówi Barbara Maciocha. – Wtedy zapełniamy także stół różnymi przysmakami, poznajemy się wszyscy jeszcze lepiej. Nie ma chyba przesady, jeśli powiem, że tworzymy wielką padlową społeczność – tutaj ludzie poznają się, nawiązują się przyjaźnie. Bywa, że po zejściu z kortu nawiązywane są wspólne biznesy czy planowane wspólne wyjazdy.

Padel i dobra zabawa

Kiedy padel zaczął zdobywać coraz większą popularność, wielu związanych z tenisem obawiało się, że zacznie podbierać nie tylko zawodników, ale i kibiców. Podobne wrażenie mogli mieć sympatycy squasha. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. W wydaniu nie tylko amatorskim, ale i w pełni profesjonalnym tenisiści zaczęli łączyć obie dyscypliny, korzystając z już nabytych umiejętności w grze w tenisa. W szczególności, schodzące powoli ze sceny absolutne gwiazdy tenisa, często pojawiają się w padlowych "akwariach" jak choćby: Andy Murray, Rafael Nadal czy też Agnieszka Radwańska i Jerzy Janowicz.

– Zupełnie nie zgadzam się, jakoby padel miał być konkurencją dla tenisa – mówi Barbara Maciocha. – Dziś najczęściej jest tak, że kto gra w tenisa, ten także szybko wciąga się w padla. Ten nowy sport ma jednak jedną bardzo istotną cechę, której brakuje tenisowi. Tutaj bowiem z powodzeniem i wielką frajdą panie grają na równi z panami, dzieci z dorosłymi, a dorośli ze starszymi dorosłymi. Dzieje się tak dlatego, że siła fizyczna nie ma tu aż takiego znaczenia – wszak im mocniej uderzymy piłkę, tym bardziej odbije się ona od ściany i wróci na kort!

Na szczecińskim podwórku faktycznie nietrudno wypatrzeć te same osoby zarówno na kortach tenisowych, jak i padlowych. Obie dyscypliny funkcjonują jednocześnie i coraz częściej bywa tak, że to ktoś umiejący już grać w padla postanawia postawić pierwsze kroki także na większym korcie.

– Ja zainteresowałem się najpierw tenisem. Najbardziej wtedy, kiedy Iga Świątek w efektownym stylu wygrała Roland Garros po raz pierwszy. Wcześniej co prawda śledziłem także wyniki i grę Agnieszki Radwańskiej. Na tym jednak kończył się mój kontakt z tym sportem – mówi Olgierd Karasiński, który bierze udział w turniejach amatorskich w Fabryce Energii. – Aż w pewnym momencie pomyślałem: dlaczego by nie spróbować? I tak, wybierałem się do Fabryki Energii, żeby dowiedzieć się o możliwościach nauki tenisa, ale w międzyczasie znajomy zaproponował mi abyśmy spróbowali „tę nową grę”. We dwóch raźniej – pomyślałem - więc poszedłem właśnie na padla i zupełnie się w to wkręciłem. Na tenisa też ostatecznie trafiłem, również w Fabryce Energii. Chodzę więc równolegle na treningi padlowe i tenisowe i gram w turniejach tam rozgrywanych. Wydaje mi się, że w padlu postępy przychodzą trochę szybciej. Tenis, w moim odczuciu, wymaga więcej pracy, aby nauczyć się techniki na tyle, aby z kimś regularnie grającym stanąć oko w oko na korcie.

Korty pełne gwiazd

Tenis – poza rozgrywkami profesjonalnymi i amatorskimi jako takimi – kojarzyć się może również ze znanymi postaciami związanymi z kulturą, sportem czy polityką, które chętnie biorą rakiety w dłonie. Jakże świetnie co roku obsadzony jest choćby szczeciński wrześniowy turniej artystów towarzyszący rozgrywkom Invest In Szczecin Open. Wystarczy wspomnieć dwa ostatnie finały SEC Open – bo taką nosi nazwę - w których udział brał Maciej Dowbor. Po świetnych meczach raz wygrał z Łukaszem Pietschem z kabaretu Hrabi w 2023 roku, by dwanaście miesięcy później poznać gorycz porażki po spotkaniu z aktorem Dariuszem Lewandowskim. A jak to jest z gwiazdami w padlu?

Przychodząc do Fabryki Energii dowolnego dnia, rzeczywiście można spotkać znane postaci. Również te kojarzone wybitnie z tenisem. Na szczecińskich kortach padlowych jednymi z bardziej wyróżniających się zawodników są choćby organizatorzy Invest In Szczecin Open – Krzysztof i Kacper Bobala. Niejednokrotnie ich przeciwnikami po drugiej stronie siatki są również ojciec z synem – znany komentator telewizyjny m.in. tenisa Jarosław Marendziak wraz z Wiktorem, który także udziela już profesjonalnych lekcji.

– Jestem znany ze swojej miłości do sportów rakietowych – mówi Jarosław Marendziak. – Kiedy pojawiła się możliwość gry w padla w naszym mieście – od razu musiałem spróbować. W tym samym czasie grać zaczął mój syn, a kort padlowy dał mi możliwość rywalizowania z nim jak równy z równym. W tenisie nie mam z nim szans, a tutaj pewne różnice w dynamice i wybieganiu mogę nadrobić sprytem i ustawieniem. Prawdziwy padlowy boom najbardziej zauważam w Warszawie – grają moi koledzy z telewizji, zawodnicy wszelkich innych dyscyplin również. Co rusz otwiera się tam nowy ośrodek lub kort a i tak wszystkie są z reguły zajęte każdego dnia po południu. Moje najpiękniejsze wspomnienie z padla to gra w środku nocy, pod gołym niebem, w świetle księżyca podczas pobytu w Grecji. Wysokie loby, świeże powietrze i świetne towarzystwo – to było coś!

Z mocno kręconych piłek słynie zaś ceniony szczeciński fotoreporter – Andrzej Szkocki. Magii nowej dyscypliny sportu uległ podczas pokazowych gier odbywających się przy okazji szczecińskiego turnieju tenisowego.

– Swój styl gry wypracowałem chyba już wcześniej, grając we wszystkie możliwe sporty rakietowe, które uwielbiam od dziecka – mówi Andrzej Szkocki. – Niestety przez lata gry ucierpiały nieco moje kolana, ale właśnie w padlu doskwierają mi najmniej. Jeśli ktoś obawia się takich obciążeń a chce grać, to polecam właśnie tę dyscyplinę.

Wielu grających to obecni lub byli piłkarze. Za najlepszego w tej grupie, w Szczecinie, uważa się Olgierda Moskalewicza, żywą legendę szczecińskiej Pogoni. Efektownie gra również Maciej Stolarczyk, a siłą uderzenia imponuje Marcin Markiewicz, w przeszłości bramkarz m.in. Arkonii Szczecin czy Chemika Police. Zacięte pojedynki toczą także inne gwiazdy Pogoni, potem związane z nią pracą na różnych stanowiskach – jak choćby Dariusz Adamczuk czy Sławomir Rafałowicz. Zgrany duet tworzą natomiast Andrzej Tychowski (kiedyś Pogoń) i Łukasz Borger (dawniej zawodnik Chemika). Zimą na szczecińskich obiektach spotkać można było Sebastiana Kowalczyka aktualnie reprezentującego Houston Dynamo grające w amerykańskiej MLS. Prawdziwą gratką dla piłkarskich kibiców jest natomiast fakt, że każdy może zagrać z takimi piłkarzami jak Marek Walburg czy Adam Frączczak! Jest to możliwe dlatego, że obaj osiągnęli taki poziom gry w padla, że aż zostali…trenerami tej dyscypliny sportu!

Z łodzi na padel

Najbardziej utytułowaną postacią, jaką często można spotkać na szczecińskich kortach jest jednak niewątpliwie pięciokrotny olimpijczyk - Marek Kolbowicz. Cztery mistrzostwa świata, mistrzostwo olimpijskie z Pekinu (rok 2008) i mistrzostwo Europy w wioślarstwie (czwórka podwójna) to tylko najbardziej efektowne z całej listy osiągnięć tego wybitnego sportowca. A przecież angielskie słowo paddle oznacza właśnie wiosłowanie! Stąd też wzięła się nazwa padel, co ma to związek z kształtem rakiety.

– Po zakończeniu profesjonalnej kariery wiedziałem, że moje ciało musi być nadal w ciągłej aktywności, dlatego szukałem nowej dyscypliny dla siebie - mówi Marek Kolbowicz. – Najpierw postawiłem na squasha i szło mi całkiem nieźle. Potem pewien młody człowiek, który zresztą jest instruktorem tenisa również zafascynowanym padlem, zaprosił mnie do spróbowania sił tutaj. Wkręciłem się zupełnie w ten sport i to bardzo szybko. Jest wolniejszy niż squash. Tam, przez godzinę bardzo dynamicznej gry byłem bardziej wyczerpany niż w padlu po dwóch.

Łatwość opanowania podstaw i szybki progres to elementy, które wskazują niemal wszyscy początkujący gracze. Równie często pada stwierdzenie o pozytywnym uzależnieniu od uprawiania tego sportu, od którego trudno odejść, kiedy zaczęło się grać.

– Potwierdzam – mówi Kolbowicz. – Ja po dwóch, trzech lekcjach już czułem się komfortowo z rakietą w ręku. Tenis uważam za dużo trudniejszy. Też gram, ale raczej nazwałbym to odbijaniem. Dodatkowo, padel – choć tenis również - wymaga także taktycznego podejścia do akcji. Dobre ustawienie się, orientacja w przestrzeni, umiejętność przewidywania. Kiedy piłka – przykładowo – odbije się od kortu, potem od jednej i drugiej ściany w jego narożniku – musisz wiedzieć, gdzie finalnie spadnie, aby być gotowym do uderzenia. Często obserwuję także graczy, którzy mniej biegają za piłką niż ich przeciwnicy, ale wygrywają właśnie przez te elementy, o których wspomniałem.

Jako złoty medalista olimpijski, Marek Kolbowicz hołduje przy tym zasadom olimpizmu.

– Nie muszę wygrywać w padlu każdego meczu – twierdzi. – Samo odbijanie, gra, sprawia mi ogromną frajdę. Podoba mi się także towarzyski aspekt tej gry – gramy we czwórkę, zawsze coś się zatem dzieje i jest wesoło. Moi partnerzy na korcie już wiedzą, że często nie śledzę nawet jaki mamy aktualnie wynik, nie jest to dla mnie aż tak istotne.

Co ciekawe, padel jako dyscyplina wchodząca tak brawurowo w świat sportu, już zaistniał także na arenie akademickiej. Na szczecińskim Wydziale Kultury Fizycznej i Zdrowia, studenci kierunku diagnostyka, jako jeden z przedmiotów mają „sporty rakietowe”. Zajęcia prowadzi nie kto inny jak Marek Kolbowicz. Poza padlem, studenci muszą zaliczyć także grę w ping ponga, tenisa, squasha i badmintona.

Być jak Robben

Adama Frączczaka, piłkarza Pogoni Szczecin na padla namówili koledzy z pierwszej drużyny, którzy już wcześniej odkryli ten sport – Damian Dąbrowski, Sebastian Kowalczyk i Alexander Gorgon. – Dla mnie to było wówczas coś zupełnie nowego i nieznanego. Potem dołączyłem także do ekipy Portowcy Stars, która regularnie organizuje wypady padlowe na Teneryfę. Miałem o tyle trudniej od kolegów, że wcześniej nie grałem w żadne sporty rakietowe. Nigdy mnie nie pociągały - stół do ping ponga w klubowej szatni był oblegany przez kolegów z drużyny, a ja unikałem go nie czując tej gry. Dlatego też pierwsze spotkanie z padlem polegało najpierw na tym, aby nauczyć się w ogóle trzymać poprawnie rakietę…

Takie były początki, obecnie Adam jest już trenerem padla. – Instruktor to chyba bardziej odpowiednie słowo – śmieje się – Grałem coraz więcej, mój poziom rósł i dlatego postanowiłem ukończyć odpowiedni kurs organizowany przez trenerów reprezentacji Polski. Chcę zarażać innych tą dyscypliną, stąd taka decyzja. Uważam, że stosunkowo łatwo nauczyć się tej gry i chcę to umożliwiać poprzez swoje zajęcia, na które zapraszam. Uczę zarówno dziesięciolatków, jak i często ich rodziców.

Jak mówi uważnie śledzi kariery padlowe byłych gwiazd piłki nożnej i ma swojego idola.

– Pierwszym, który przychodzi mi na myśl jest Arjen Robben. W holenderskiej federacji zajmuje już bardzo wysokie miejsce jako profesjonalny zawodnik. Jeśli ktoś zaczyna grać w padla po zakończeniu tenisowej kariery, to musi pozbyć się pewnych nawyków stamtąd wyniesionych, nauczyć się grać mając dookoła szklane ściany. My, piłkarze, chyba mamy łatwiej. Szybko łapiemy technikę, ustawienie i inne elementy składające się na grę.

Prestiż  
Czerwiec 2025